O tłumaczu
Usługi
Specjalizacje
Ceny
FAQ1. Dlaczego nie tłumaczę na norweski, skoro tłumaczę z norweskiego?
Norweski jest językiem skandynawskim bardzo zbliżonym do języka duńskiego. Jednak jest to język nieco odmienny w swojej pisowni i wymowie, a także istnieje wiele słów typowych dla języka norweskiego. Zazwyczaj jest tak, że osoba władająca językiem duńskim w bardzo dużym stopniu rozumie język norweski, ale niekoniecznie posługuje się nim aktywnie. I odwrotnie. Dlatego właśnie jako tłumacz języka duńskiego tłumaczę teksty z norweskiego, ale nie na norweski.
2. Rabaty
Udzielam rabatów. Dotyczy to zleceń bardzo dużych, zawierających bardzo dużo powtórzeń lub elementów niewymagających tłumaczenia. Rabatu udzielam jednak wtedy, gdy przy materiale źródłowym nie muszę nic robić, tzn. jest on do mnie dostarczony w formie pliku .doc lub .xls niezawierającego "niespodzianek". Pliki nadesłane mi w formie plików pdf oraz obrazkowych (jpg, bmp itd.) nie podlegaja rabatom niezależnie od rozmiaru zlecenia. Podobnie w przypadku zleceń ustnych. Gdy zlecenie obejmuje co najmniej pełne 3 dni tłumaczeń stawka będzie bardziej korzystna niż w przypadku tłumaczenia jednodniowego lub np. 2 dni po 4 godziny.
3. CAT i stawki przy jego użyciu
Korzystam z programu Trados Studio 2009, ale bardzo niechętnie godzę się na stawki proponowane przez klientów. Doświadczenie mówi mi, że tzw. match na poziomie 75-90% to zwykle "pudło" i nie ma żadnego uzasadnienia dla obniżenia stawki podstawowej. Podobnie nie mogę zgodzić się na stawkę zerową za 100% match i polecenie "proszę nic przy tym nie robić", gdy to ja jestem odpowiedzialna za tłumaczenie, a 100% match potrafi być prawidłowy merytorycznie, ale niekoniecznie gramatycznie. No i co najważniejsze - żaden mój klient nie partycypował w dużym wydatku, jakim był zakup oprogramowania CAT. Tak więc oprogramowanie to powinno służyć temu, kto w nie zainwestował, a nie temu, kto jedynie wymaga korzystania z niego.
4. Klienci zza granicy
Owszem, wykonuję zlecenia dla klientów zagranicznych. Każdorazowo negocjuję warunki dotyczące stawki, minimalnej wielkości zlecenia i formy płatności.
5. Tłumacz, to tłumacz. Dlaczego nie wie wszystkiego?
Niestety, tłumacz nie jest omnibusem, nawet we własnym języku. Jest wiele dziedzin, o których tłumacz nie wie nic, albo posiada tylko pobieżną wiedzę. W przypadku języka duńskiego i norweskiego sprawa jest utrudniona, bowiem brakuje odpowiednich, specjalistycznych słowników. Nie zawsze można się też opierać na kombinacjach słownikowych np. duński-angielski-polski czy poszukiwaniach w internecie. Czasem pomaga terminologia nadesłana przez klienta, ale z doświadczenia wiem, że laik nie przetłumaczy tekstu specjalistycznego tak, jakby to zrobił inżynier. W takich sytuacjach pomaga kontakt z osobą, którą klient wyznaczy do pomocy merytorycznej, albo korekta pod kątem merytorycznym wykonana przez specjalistę w danej dziedzinie.
6. Co to jest czas bierny przy tłumaczeniu ustnym?
Bywa, że na zlecenie jadę dłużej niż pół godziny metrem z obrzeży Warszawy do jej centrum. Niestety, nasze środki komunikacji publicznej nie są jeszcze w pełni dostosowane do nowoczesnych standardów, a i baterie laptopów pozostawiają wiele do życzenia. W przypadku dojazdu własnym środkiem transportu oczywiste jest, że w dłoniach trzyma się kierownicę, a nie komputer. Gdy na zlecenie trzeba dojechać, a dojazd ten zajmuje więcej niż godzinę pojawia się tzw. czas bierny, czyli czas, kiedy można sobie poczytać gazetę/książkę, ew. posłuchać audiobooka, ale nie można pracować. Dlatego tłumacze doliczają "czas bierny", szczególnie, że często jest on dłuższy od samego czasu wykonania zlecenia.
7. Tłumacz musi być magistrem filologii
Niekoniecznie. Zazwyczaj absolwenci filologii duńskiej/norweskiej nauczyli sie języka podczas studiów, na których poza przedmiotami jezykowymi mieli wiele innych zajęć nie umożliwiających pełnego kontaktu ze studiowanym językiem. Nie mówiąc już o tym, że zwykle filolog przebywał w kraju swojego języka semestr lub dwa i nie miał za wiele okazji do tzw. pełnego zanurzenia. U mnie było inaczej - wyjechałam do Danii natychmiast po maturze i od samego początku żyłam w prawie całkowicie duńskim otoczeniu, a z czasem wręcz moje kontakty z Polakami były sporadyczne. Podstaw języka i olbrzymiej części słownictwa uczyłam się nie w filologicznej ławie, ale w pracy, wśród przyjaciół, w duńskiej rodzinie, z telewizji, książek, w duńskim liceum, na studiach, itp, itd. Ba, nawet do własnego psa mówiłam po duńsku :-). Oczywiście posiadam certyfikat znajomości języka duńskiego na poziomie pozwalającycm na podjęcie studiów akademickich, ale osobiście uważam, że o wiele więcej wart jest mój niefilologiczny dyplom duńskiej uczelni, lata życia w Danii w pełnej integracji z duńskim społeczeństwem i to, co tak naprawdę w mojej głowie siedzi.
8. Dlaczego na stronie nie ma konkretnych cen?
Bo jest to w pewnym sensie tajemnica handlowa. Wszystkiego można się dowiedzieć kontaktując się ze mną.
9. Dlaczego doliczam "ekstra" za weekendy i ekspresy?
Każdy tłumacz jest tylko człowiekiem i chociaż ja należę do tych osób, które uwielbiają swoją pracę, to czasami muszę zregenerować siły, spotkać się z przyjaciółmi pracującymi od poniedziałku do piątku, mieć czas na prozaiczne zajęcia jak sprzątanie i zakupy itd. Podobnie jak inni pracujący mam swoje godziny/dni robocze i podobnie jak osoby zatrudnione pracę w moim czasie wolnym wyceniam wyżej niż w czasie standardowym.
Ciąg dalszy nastąpi